Moja przygoda z fotografią zaczęła się od fascynacji reportażem i dokumentem. W trakcie studiów na ASP w Poznaniu i na Filmówce w Łodzi przyszedł czas na tematy związane z modą, portrety, zdjęcia ‘beauty’, czyli fotografie modelek pokazujące walory makijażu, stylizacji włosów, kosmetyków do pielęgnacji. Fascynacja architekturą, wnętrzami i miłość do wyjątkowych przedmiotów nie dawała mi jednak o sobie zapomnieć.

Swoje marzenia realizowałam urządzając własne mieszkanie. Trochę to pokrętna droga, ale byłam przekonana, że fotografią wnętrz mogą zajmować się jedynie osoby posiadające wyjątkowe, wręcz nadprzyrodzone umiejętności. Absolutni eksperci i fanatycy sprzętu fotograficznego, którzy opanowali technikę i technologię do absolutnej perfekcji. Bardzo długo byłam pewna, że ja tych umiejętności nie posiadam i posiadać nie będę.

 

Żeby było jasne, nie siedziałam z założonymi rękoma, czekając aż spłynie na mnie oświecenie i nauczę się robić zdjęcia. Zdecydowanie nie. Należę do osób, które jak sobie coś wymarzą to później te marzenia zamieniają na cele do zrealizowania. Przyznaję się natomiast do obchodzenia tematu trochę na około – przypatrywania się z boku jak pracują fotografowie wnętrz, oglądania albumów, magazynów i wzdychania jak to byłoby pięknie, gdyby się spełniło…

 

Wierzę, że jeśli się bardzo o czymś marzy to ten moment wymarzony przychodzi. Mimo okoliczności, które obiektywnie na to patrząc nie sprzyjały realizacji jakiegokolwiek tematu związanego z architekturą wnętrz, któregoś dnia znalazłam w skrzynce mailowej pytanie o możliwość zrealizowania przeze mnie serii sesji dokumentujących realizacje architektki wnętrz. Od tego momentu zaczęła się moja przygoda z aranżacyjną fotografią wnętrz.

Publikacja mojej pierwszej aranżacyjnej sesji wnętrz w magazynie Weranda w 2012 roku.

Dwa lata później przyszła kolej na pierwszą publikację i współpracę z magazynem Weranda, następnie wyczekany przez kolejne dwa lata materiał w polskim wydaniu Elle Decoration. Pisząc ten post zdałam sobie sprawę, że od realizacji mojej pierwszej aranżacyjnej sesji wnętrz minęło już jedenaście lat!

 

Przez ponad dekadę wiele razy miałam okazję oglądać swoje zdjęcia i ostatnio też teksty w magazynach polskich i zagranicznych. Tutaj możecie zobaczyć jak te wizualne historie zostały zebrane przez różne redakcje.

 

Czego się w tym czasie nauczyłam? Przede wszystkim cierpliwości. Publikacja to efekt końcowy, na który składa się tyle czynników, że warto sobie odpuścić przywiązywanie się do terminu kiedy sesja ukaże się w druku. Więcej o tym jak wygląda współpraca JAM KOLEKTYW z prasą napiszę w osobnym poście.

Jedno ze zdjęć z mojej pierwszej publikacji w Elle Decoration (2013)

Od momentu realizacji pierwszej aranżacyjnej sesji wnętrz zrobiłam też sporo innych projektów związanych z tematami home & living. Każdy z nich to inna przygoda, inna historia. Miałam i mam ogromne szczęście pracować z profesjonalistami, co przy moim perfekcjonizmie jest zbawienne.

 

Od kilku lat na stałe współpracuję z Anią Chmielewską, z którą współtworzymy JAM KOLEKTYW. Przy sesjach aranżacyjnych Ania zajmuje się stylizacją, a ja przygotowaniem koncepcji kreatywnej, shooting planu i koordynacją postprodukcji zdjęć. Wcześniej omawiamy projekt razem i ustalamy kierunek estetyczny, a podczas trwania zdjęć uzgadniamy kadry i ustawienie elementów stylizacji.

 

Jeśli realizujemy większe i bardziej skomplikowane projekty, w których przygotowujemy scenografię wtedy nad koncepcją kreatywną w postaci moodboardów pracujemy najczęściej wspólnie. Do Ani natomiast należy koordynacja części technicznej, czyli na przykład rysunki, na podstawie których budowana jest scenografia i koordynacja ekipy wykonawców.

Kulisy powstawania sesji do gazetek marki Castorama. Przez dwa lata wspólnie z agencją Saatchi & Saatchi przygotowałyśmy dla tego brandu potężną ilość koncepcji kreatywnych, szkiców do renderów i rysunków technicznych do budowy scenografii. Z pomocą studio PinUp przewiozłyśmy sporą ilość ciężarówek z dekoracjami do stylizacji i materiałami do budowy setów pomieszczeń. Spędziłyśmy też odpowiednią ilość czasu układając to wszystko do zdjęć.
(zdjęcie: Jola Skóra, 2015)

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym projekcie wejdźcie tutaj LINK

Fakt, że uzupełniamy się z Anią umiejętnościami oraz to, że jesteśmy tak podobne i jednocześnie tak różne sprawia, że przyciągamy sytuacje i projekty niezwykle różnorodne. Na samym początku rozpoczęcia wspólnej pracy, rozmawiając o tym jakimi tematami chcemy się zajmować doszłyśmy do wniosku, że nie będziemy się ograniczać. Obie mamy tak, że monotonne, powtarzalne czynności nas nużą, potrzebujemy wyzwań, a wielowątkowość przychodzi nam z łatwością.

 

Zdecydowałyśmy, że oprócz fotografii, stylizacji i architektury wnętrz chcemy zajmować się też tworzeniem koncepcji kreatywnych i scenografią. Dzięki tej decyzji nie grozi nam nuda, możemy pracować w zmieniających się zespołach osób, rozwijać na wielu płaszczyznach i realizować projekty łączące różne obszary tematyczne.

Tutaj ja (górne zdjęcie) i Ania (na dolnym zdjęciu po prawej) podczas przygotowań i sesji, którą robiłyśmy dla marki MyAlpaca. Sierpień, 30 stopni, a my od rana do zachodu słońca na planie zdjęciowym z zestawem zimowych kołder i pledów z włókna alpaki. Miło jest się spocić dla tak dobrej marki. (2019)
Efekty tej realizacji zobaczycie tutaj LINK.

Aranżacyjna fotografia wnętrz, a zwłaszcza przestrzeni prywatnych, zajmuje ważne dla mnie miejsce. Dlaczego? Mimo że każda z tych sesji jest logistyczną łamigłówką to dni, w których powstaje sesja są dla mnie jednymi z najprzyjemniejszych momentów. Po prostu kocham robić zdjęcia, a każdy dzień zdjęciowy to inne, nowe przygody.

Backstage pierwszej aranżacyjnej sesji wnętrz, którą zrobiłam wspólnie z Anią. Dekoracje zajęły pół ciężarówki, przygotowania trwały kilkanaście godzin, sesja także, jak można się domyśleć skończyłyśmy ją padając na pyszczki. Było warto, do tej pory fotografie z tej serii doczekały się publikacji okładkowych w polskim wydaniu Elle Decoration i włoskim magazynie Cose di Casa. (zdjęcie: Katarzyna Woynowska, 2015)

O tym jak wygląda efekt końcowy możecie przekonać się tutaj LINK

Krótki acz treściwy film z sesji, którą z Anią zrobiłyśmy w Oliwie. Mieszkanie zaprojektowała i wyremontowała Ania jeszcze przed tym jak się poznałyśmy. Niestety została w nim pamiątka rodzinna, tzw. gdańskie meble. Wbrew zaleceniom Ani lokalny konserwator odnowił je w stylu eleganckim, więc wyglądają jak polane grubą warstwą gorzkiej czekolady. Chcąc nie chcąc przed zrobieniem zdjęć z salonu przeprowadzałyśmy wędrówkę tych kolosów. Oczywiście na filcach i ścierkach, żeby nie porysować podłogi. Dodam, że sesja odbywała się podczas czerwcowego upału i trwała dwa dni. (reżyseria, operator kamery: Anna Olga Chmielewska, 2017)

 A oto, co uzyskałyśmy dzięki naszym heroicznym wysiłkom LINK

 Szafa w apartamencie hotelowym w Hamburgu. W tym zawodzie dobrze jest trzymać formę, dosyć niską wagę i być dobrze rozciągniętym, bo nigdy nie wiadomo z jakiego miejsca będzie najlepsze ujęcie. (zdjęcie: Agnieszka Turosieńska, 2015)
Serię zdjęć ze współpracy z Visionapartments możecie obejrzeć tutaj LINK

Formę musi trzymać cały zespół, bo nigdy nie wiadomo komu przyjdzie chować kable pod biurkiem. Na zdjęciu Ania w trakcie porządkowania rzeczy pod biurkiem (zdjęcie: Jola Skóra, 2016)

Efekt porządków znajdziecie pod tym linkiem

Kilkunastogodzinna aranżacyjna sesja zdjęciowa wnętrz, która odbywa się w upale może być też pomysłem na oryginalny prezent. Dostałam taki od Ani urodziny dwa lata temu. Było super, ale od tego czasu trochę obawiam się kolejnych prezentów. (zdjęcie: Anna Chmielewska, 2018)
Sesję, która została opublikowana między innymi w magazynie Elle Decoration znajdziecie pod tym linkiem.

Zdjęcia i przygotowania stylizacji są też okazją do tego, żeby nadrobić zaległości w noszeniu. Taszczyć można w zasadzie wszystko – torby, worki, kosze, kwiaty, dzieci, koty, szafki nocne, stoły, fotele. Gabaryty od małych, przez średnie do dużych, waga w zależności od wprawy i doświadczenia osoby noszącej od kilu do kilkunastu kilogramów. Nosimy razem i osobno. Kilka sesji i można zrobić sobie zarówno biceps jak też uraz kręgosłupa. Stałymi ofiarami były też paznokcie ze świeżym manicurem, więc pazy robimy dopiero po zdjęciach. Ćwiczenia nazwałyśmy PROPSFIT, jest to nazwa autorska, do której planujemy zastrzec prawa. (zdjęcie: Jola Skóra, 2017)
To była sesja Rentownej Renowacji, a jej rezultaty zobaczycie tutaj.

Zdarza mi się realizować sesje tematyczne – bożonarodzeniowe i wielkanocne. To są bardzo przyjemne historie, ale też bardzo czasochłonne i wymagające dużego przygotowania stylizacyjnego. Co za tym idzie konieczny do tych projektów jest spory budżet. Z tego przyziemnego powodu od kilku lat realizujemy tego typu sesje wyłącznie komercyjnie.

Sesja bożonarodzeniowa dla magazynu Weranda. Dzień przed zdjęciami Ania spędziła jak zwykle na gruntownych porządkach i układaniu dekoracji, a ja przygotowałam szczegółowy shooting plan, żebyśmy w dniu sesji pracowały nad konkretnymi, wybranymi kadrami. (zdjęcie: Jola Skóra, 2016)

Seria zdjęć czasem układa się w historię animowaną. W kilku filmach poklatkowych, które zrealizowałyśmy dla marki Pepco pokazałyśmy jak zrobić dekoracje świąteczne i zapakować prezenty.

Pamiętam jak Ania zadzwoniła do mnie mówiąc, że zrobimy to pewnie w pół dnia. Nie zarażona jej optymizmem przygotowałam się tak, jak przygotowujemy się zazwyczaj: wynajęłam studio, sprzęt oświetleniowy, rozpisałam szczegółowe scenariusze poszczególnych filmów klatka po klatce, zaplanowałam postprodukcję. W dzień po szesnastogodzinnym dniu zdjęciowym Ania przyznała, że to rzeczywiście trwało trochę dłużej niż na początku przewidywała.

Mniej więcej w połowie zdjęć dla marki Pepco. W studio Foodoo spędziłyśmy wspaniałe szesnaście godzin z super ekipą. (zdjęcie: Jola Skóra, 2016)
Efekty? Zobaczcie tutaj LINK.

Nasze optymistyczne wizje bywają równorzędne. Z porównywalnym sceptycyzmem przyjęłam jakiś czas wcześniej sugestię Ani, że w mieszkaniu w trakcie generalnego remontu nie da się mieszkać… Po pierwszej nocy spędzonej wśród pyłu i spakowanych kartonów przeniosłam się do siostry, ale do ostatniej chwili wytrwale odpierałam argumenty Ani oparte na jej ponad dwudziestoletnim doświadczeniu.

 

Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że te wszystkie momenty, w których robimy coś nowego, kiedy uczymy się czegoś od siebie wzajemnie są wyjątkowe. Dlatego, że dzięki temu, że każda z nas ma inną wiedzę i inne doświadczenia tak dobrze się uzupełniamy. Dlatego, że kiedy jedna z nas ma gorszy moment druga może ją wesprzeć albo na chwilę zastąpić. I dlatego, że momenty, w których się nie zgadzamy, ale mimo to chcemy się dogadać sprawiają, że zaczynamy robić coś inaczej niż dotychczas.

 

Pokazując wam dzisiaj trochę zakulisowych historii chciałabym przy okazji obalić mit, że moja / nasza praca polega na zrobieniu kilku fotek z ręki w pół godziny, przestawieniu paru poduszek i że codziennie w nieskazitelnym outficie przechodzimy przez drzwi ze złotym napisem ‘SPLENDOR’. Fakty są takie, że w gruncie rzeczy niedawno doszłyśmy do momentu, w którym dbamy o swój komfort i trochę trwało zanim zrozumiałyśmy, że tylko w ten sposób możemy oferować najwyższą jakość firmom i markom, które się do nas zwracają z propozycją współpracy.

 

Tylko w wyjątkowych przypadkach realizujemy sesje w weekendy, staramy się, żeby nasz dzień pracy nie trwał dłużej niż osiem godzin i rozliczamy się za nadgodziny, a po zdjęciach robimy sobie przynajmniej pół dnia wolnego na regenerację sił i relaksującą kąpiel w pianie. Ja staram się regularnie ćwiczyć jogę i chodzić na masaż kręgosłupa od momentu kiedy po powrocie z prawie dwutygodniowej wyprawy na sesje do Włoch i noszeniu sprzętu fotograficznego wróciłam z zawrotami głowy spowodowanymi właśnie przez przeciążenie kręgosłupa.

 

Dla wielu osób to, co przed chwilą wymieniłam jest normą. Dla nas przypominanie o osiędbaniu zostało dodane do stałych obowiązków, bo bardzo kochamy naszą pracę i potrafimy się nieźle zapędzić pamiętając o projekcie, ale zapominając o sobie. Ciekawa jestem jakie wy macie sposoby na dbanie o  siebie i regenerację sił po prasowym maratonie.